Inspiracje dla rodziców

Rola rodzica w procesie duchowego wzrostu

Krzysztof Rączkowiak w kategorii Inspiracje dla rodziców, 26 sty 2010, Skomentuj (2)

Primum non nocere, czyli słów kilka o roli rodzica w procesie duchowego wzrostu

Ciąża i poród to wspaniały, choć często przepełniony troskami, okres w życiu małżeństwa. Jest to czas wzmożonej wrażliwości na wszelkie fizyczne i psychiczne bodźce, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla istnienia i rozwoju nowego życia. Przyszli rodzice, obarczeni ciężarem odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa, dokładają wszelkich starań, aby zmaksymalizować komfort swojego potomka. Rola ta oczywiście nie kończy się wraz z przecięciem pępowiny. Wręcz przeciwnie, w dzisiejszych czasach jeszcze bardziej niż kiedykolwiek podkreśla się osobistą i całkowitą odpowiedzialność rodziców za dziecko, od jego rozwoju psychoruchowego po intelektualny. W świątecznym dodatku do jednego z opiniotwórczych tygodników znalazł się artykuł poruszający kwestię wychowania i zróżnicowanego postrzegania odpowiedzialności rodzicielskiej. Według niektórych specjalistów brzemię odpowiedzialności za wychowanie stanowi jedną z przyczyn starzenia się społeczeństw Starego Kontynentu. Wychowawcza rola dalszej rodziny i otoczenia została zredukowana niemal do zera, a troska o rozwój dziecka stała się prywatną sprawą rodziców. Wszystko to, w połączeniu ze wzmożonym poczuciem konieczności zaspokajania coraz to nowych potrzeb materialnych, sprawia, że coraz mniej par decyduje się na więcej niż jedno lub dwoje dzieci.

A co z rozwojem duchowym? Gdzie zaczyna się i kończy odpowiedzialność rodzicielska za kształtowanie wiary dziecka?

Bez wątpienia dla wierzących rodziców wzrost duchowy dzieci jest co najmniej tak samo istotny jak inne aspekty rozwoju. Wspaniały dar życia z Bogiem w naturalny sposób sprawia, że pragniemy takiego samego błogosławieństwa dla naszych dzieci. Jest dla nas oczywiste, że powinny one czerpać taką samą radość z możliwości uczestniczenia w nabożeństwie, społeczności z innymi wierzącymi czy rozważania Słowa podczas spotkań grup biblijnych czy wykładów. Często zdarza się jednak, że rzeczywistość odbiega od naszych wyobrażeń. W takiej chwili warto zadać sobie pytanie o to, w jakim stopniu jesteśmy odpowiedzialni za duchowość naszych dzieci?

We wzrost duchowy wpisana jest pewna tajemnica. W rozmowie z Nikodemem Jezus obrazuje ją za pomocą następującego obrazu:

„Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Ewangelia Jana 3,8).

A zatem ścieżka, którą idę, nie jest jedyną, która prowadzi do Boga. Ta prawda dotyczy również relacji rodzic–dziecko. Myślę, że warto o tym pamiętać, zwłaszcza w kontekście przymuszania dzieci do uczęszczania na nabożeństwo, które jest w swej istocie niezwykle trudną formą obcowania ze Słowem i Sakramentem. Stała forma liturgiczna może na pewnym etapie rozwoju młodego człowieka wydać mu się skostniała i pozbawiona znamion prawdziwej bliskości Stwórcy i Stworzenia. Irytacja i oburzenie rodziców może w tej sytuacji dodatkowo pogłębić niechęć do uczestnictwa w tej formie praktykowania pobożności. Władza rodzicielska z całą pewnością umożliwia przymuszenie dziecka do uczestnictwa w nabożeństwie wbrew jego woli. W tym miejscu każdy rodzic powinien jednak poszukać odpowiedzi na następujące pytanie: Czy jest to egzekwowanie woli Pana, czy raczej mojej? Pytanie to nabiera sensu w kontekście przypowieści o synu marnotrawnym (Ewangelia Łukasza 15,11–32), w której Jezus wyraźnie podkreśla cierpliwość Boga w oczekiwaniu na skruchę. Wśród wierzących często da się słyszeć narzekania na tych, którzy nawykowo spotykają się co niedzielę w kościele, po to, by – usłyszawszy życzenie pokoju – zostawić w nim Boga na kolejne siedem dni. Zastanawiam się czasem, jaki wkład w tworzenie masy tych, którzy czczą Boga wargami, choć sercem są daleko (Księga Izajasza 29,13), miała bezrefleksyjna nadgorliwość wierzących rodziców.

Czy oznacza to w takim razie, że rodzice powinni zaniechać troski o duchowy rozwój dzieci? W żadnym razie, o czym świadczy choćby historia kapłana Helego, któremu Bóg przez usta Samuela ogłasza następujący wyrok:

„[…] osądzę jego dom na wieki za grzech, o którym wiedział, że jego synowie znieważali Boga, a on ich nie strofował” (1. Księga Samuela 3,13).

Wychowanie w poszanowaniu Boga należy do naszych najpilniejszych obowiązków. Jak zatem pogodzić odpowiedzialność rodziców z duchową autonomią dziecka? Alice Fryling, autorka niewielkiego, ale jakże cennego, Poradnika dla rodziców, wyjaśnia tę zależność za pomocą obrazu podwójnych narodzin: cielesnych i duchowych. Podczas gdy „pierwszy” poród odbywa się z bezpośrednim udziałem matki (i, coraz powszechniej, pośrednim udziale ojca), w drugim rodzice pełnią raczej funkcję asystentów. Asystowanie przy duchowym porodzie oznacza zatem wytworzenie takiej atmosfery w domu, która będzie sprzyjać duchowemu wzrostowi dziecka i doprowadzi je do świadomego naśladowania Pana Jezusa, a na późniejszym etapie pozwoli mu realizować się w sensie duchowym. Zaakceptowanie tego pozwala zdjąć ciążące brzemię fałszywej całkowitej odpowiedzialności za formację duchową dziecka i skupić się na tworzeniu sytuacji, która pomoże mu kroczyć wąską ścieżką wiary. W tym miejscu również należałoby powrócić do historii syna marnotrawnego i uzbroić się w świadomość, że, choć porody bywają długie i bolesne, wywołują jednocześnie wielką radość i wzruszenie, i to zarówno na ziemi, jak i w niebie:

„Taka też radość, mówię wam, będzie wśród aniołów Boga z powodu jednego grzesznika, który się nawraca” (Ewangelia Łukasza 15,10).

Inspiracja: A. i R. Fryling, Poradnik dla rodziców, Areopag, Katowice 1992

Podyskutuj na forum: http://www.koinonia.slowo.pl/dylematy-rodzica/

Pobierz artykuł w formacie PDF: Rola rodzica w procesie duchowego wzrostu

© 2010 J. i K. Rączkowiak. Przedruk i wykorzystanie za zgodą autorów.



Dzień Ojca

Agnieszka w kategorii Inspiracje dla rodziców, 9 cze 2009, Skomentuj

Czcij ojca swego i matkę swoją.

2 Mojżeszowa 20,12

Okazywanie szacunku rodzicom jest podstawowym wymaganiem biblijnym wobec dzieci. Zbliżający się Dzień Ojca może być dobrą okazją dla każdej mamy, by uczyć dzieci czym jest szacunek dla taty i jak okazywać go w praktyce. Możesz zmobilizować dzieci, by przygotowały dla niego jakąś niespodziankę – miłą laurkę, poranną kawę do łóżka, a może ugotują ulubione danie taty? O wiele ważniejsze jednak jest przekazywanie nauki, którą będą mogły stosować nie tylko od święta.

Szacunek dla drugiej osoby oznacza, że traktujemy ją jako kogoś szczególnego, jesteśmy gotowi zrobić dla niej więcej niż się od nas oczekuje i robimy to z właściwym nastawieniem. W jaki sposób dzieci mogą okazać tacie, że jest dla nich kimś szczególnym? Oto kilka wiele znaczących drobiazgów: serdeczne witanie go gdy wraca do domu, wyrażanie wdzięczności za to, co dla nas robi, chęć spędzania z nim czasu.

Spójrzmy na to w taki sposób: rodzina przypomina trochę podziurawiony dzbanek. Woda symbolizuje energię życia rodzinnego i ta energia nieustannie wycieka z powodu pracy, którą trzeba wykonać w domu: posiłki, pranie, zakupy, sprzątanie, itp. Żeby nie dopuścić do całkowitego spadku energii, każdy członek rodziny powinien dokładać swoją część do dzbanka. Czasami dzieci przez złe nastawienie przyczyniają się do wyczerpywania energii, sprawiając, że wspólna praca staje się brzemieniem trudnym do udźwignięcia.

Pamiętajmy, że Bóg zarządził, by dom rodzinny był miejscem, gdzie dzieci uczą się czym jest szacunek dla drugiego człowieka w teorii i praktyce.

Zaplanuj razem z dziećmi, jak w tym roku uczcicie tatę. Podzielcie się z nami swoimi pomysłami!



Wydawanie poleceń

Agnieszka w kategorii Inspiracje dla rodziców, 6 kwi 2009, Skomentuj

Łagodna odpowiedź uśmierza gniew, lecz przykre słowo wywołuje złość.
Przyp. Salomona 15:1

Wydawanie poleceń nie jest wdzięcznym zadaniem, bo często spotyka się z niechęcią dzieci i obie strony są niezadowolone. Dzieci – bo znowu „muszą” coś zrobić, rodzice – bo czują się rozczarowani postawą swoich dzieci. Za wszelką cenę powinniśmy szukać sposobów komunikacji, które będą zachęcać do pozytywnej odpowiedzi. Jednym z takich sposobów jest udzielenie dziecku informacji przed wydaniem polecenia. Np.: Aniu, chciałabym nieco uprzątnąć duży pokój przed powrotem taty. Czy mogłabyś zabrać swoje książki, buty i plecak? Wyjaśnienie przed poleceniem pokazuje dziecku cel i pozwala mu poczuć się częścią zespołu.

Ta zasada staje się tym ważniejsza, im starsze jest dziecko. Nastolatki rozwijają własne przekonania i potrzebują rozumieć, dlaczego mają coś robić. Andrzej ma teraz 17 lat i tak o tym mówi: Doceniam sposób, w jaki rodzice się do mnie odnoszą w ostatnich latach. Nie wydają rozkazów jak małemu dziecku, ale wyjaśniają, dlaczego mnie o coś proszą. Pozwalają, bym czasami się z nimi nie zgadzał i wiem, że zawsze gotowi są wysłuchać moich racji. Czasami i tak wymagają, bym zrobił o co proszą, ale dzięki temu, że mnie wysłuchali, podporządkowanie się nie jest takie trudne.

Do refleksji:

  1. W jaki sposób twoi rodzice wydawali polecenia?
  2. Przeprowadź eksperyment: przez cały dzień zapisuj wszystkie polecenia, które wydajesz dzieciom i ich reakcje. Czy zarysowała się jakaś prawidłowość?


Chwalmy, chwalmy, chwalmy…

Agnieszka w kategorii Inspiracje dla rodziców, 7 lut 2009, Skomentuj (2)

Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa.

Filipian 1:6

Przygotowując się do jednego ze spotkań z rodzicami, przeprowadziliśmy ankietę wśród nastolatków, dotyczącą ich relacji z rodzicami. Jedno z pytań brzmiało: Czy rodzice cię chwalą? Połowa nastolatków odpowiedziała negatywnie. Bo też za co ich chwalić? Ciągłe humory, niezadowolenie, kłótliwość, lenistwo – prawie wszyscy doświadczamy tych problemów na co dzień.

Jednak niedobrze jest koncentrować się na tym co jeszcze jest do zrobienia, nie doceniając tego, co dziecko już osiągnęło. Nie czekajmy, aż zachowanie nastolatka będzie doskonałe. Jeśli ma problem z odrobieniem zadań domowych, zachęć je, pokazując jak wiele już zrobiło, zamiast wytykać ile ma do zrobienia. Może denerwuje cię, jak odwleka wykonanie obowiązków domowych, pomyśl jednak, jak wiele nauczyłeś go w ciągu ostatnich lat. Powinniśmy chwalić kroki postawione we właściwym kierunku, nawet jeśli cel jeszcze nie został osiągnięty. Wszyscy jesteśmy „w drodze” i potrzebujemy zachęty, by iść dalej.

Parafrazując słowa Pawła:

Zachęcam was, nie rezygnujcie, gdyż Bóg wciąż nad wami pracuje.

Do refleksji:

  1. Co nas powstrzymuje przed chwaleniem dzieci?


Sztuka kontroli gniewu

Agnieszka w kategorii Inspiracje dla rodziców, 5 sty 2009, Skomentuj

Głupi ujawnia całą swoją porywczość, lecz mądry w końcu ją uśmierza.

Przypowieści Salomona 29,11

Niektórzy sądzą, że kontrolowanie gniewu polega na tym, że należy gniew zignorować, zdusić, udać, że go nie ma. Niestety, to tak nie działa. Inni sądzą, że jedynym sposobem na pozbycie się gniewu jest dać mu ujście. To jednak też nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem, gdyż każdy wybuch gniewu jest przejawem egoizmu i najczęściej rani innych.

Co zrobić, by nauczyć dzieci właściwie zarządzać swoimi emocjami, szczególnie tymi najbardziej „wybuchowymi”? Jak wyposażyć je w umiejętność kontrolowania swoich emocji, bez zaprzeczania im i bez krzywdzenia innych?

Kluczową sprawą jest nauczyć dzieci zatrzymać się i wycofać z sytuacji powodującej narastanie gniewu, po to, by ochłonąć i wrócić do rozwiązania problemu z większą samokontrolą. Gdy widzisz, że złość zaczyna panować nad dzieckiem, przerwij rozmowę. Odeślij je gdzieś, gdzie będzie mogło ochłonąć – konsekwentnie odmawiaj dalszej dyskusji, dopóki nie zapanuje nad gniewem. Jeśli dasz się wciągnąć w rozmowę zagniewanemu dziecku, prawdopodobnie sam zapłoniesz gniewem i wojna gotowa. Nie pozwól, by złość dominowała w waszych relacjach.

Do refleksji:

  1. Jak sobie radzisz z własnym gniewem w relacjach ze współmałżonkiem i z dziećmi?
  2. Co ci pomaga? Co stanowi szczególną trudność?