Archiwum Styczeń 2010

Światłość wielka

Szymon w kategorii Słowo Dnia, 27 sty 2010, Skomentuj

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło.

Izajasza 9:1

Bóg obiecuje, że odmieni los terenów północnego królestwa Izraela, wprowadzając w miejsce ciemności Bożą światłość, a w miejsce smutku, zbożną radość (8:23b-9:2). Podobnie jak podczas zwycięstwa Gedeona nad Midianitami, skruszone zostanie jarzmo niewolniczego poddaństwa, a ponadto spalone zostaną buty i płaszcze nieprzyjacielskich żołnierzy (9:3, 4). Narodziło się bowiem dziecko, które zapanuje jako Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju (9:5). Ten Dziedzic tronu Dawidowego obejmie potężną władzę, gdyż za sprawą gorliwości Jahwe Zastępów na wieki zaprowadzi pokój i sprawiedliwość (9:6).



Rola rodzica w procesie duchowego wzrostu

Krzysztof Rączkowiak w kategorii Inspiracje dla rodziców, 26 sty 2010, Skomentuj (2)

Primum non nocere, czyli słów kilka o roli rodzica w procesie duchowego wzrostu

Ciąża i poród to wspaniały, choć często przepełniony troskami, okres w życiu małżeństwa. Jest to czas wzmożonej wrażliwości na wszelkie fizyczne i psychiczne bodźce, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla istnienia i rozwoju nowego życia. Przyszli rodzice, obarczeni ciężarem odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa, dokładają wszelkich starań, aby zmaksymalizować komfort swojego potomka. Rola ta oczywiście nie kończy się wraz z przecięciem pępowiny. Wręcz przeciwnie, w dzisiejszych czasach jeszcze bardziej niż kiedykolwiek podkreśla się osobistą i całkowitą odpowiedzialność rodziców za dziecko, od jego rozwoju psychoruchowego po intelektualny. W świątecznym dodatku do jednego z opiniotwórczych tygodników znalazł się artykuł poruszający kwestię wychowania i zróżnicowanego postrzegania odpowiedzialności rodzicielskiej. Według niektórych specjalistów brzemię odpowiedzialności za wychowanie stanowi jedną z przyczyn starzenia się społeczeństw Starego Kontynentu. Wychowawcza rola dalszej rodziny i otoczenia została zredukowana niemal do zera, a troska o rozwój dziecka stała się prywatną sprawą rodziców. Wszystko to, w połączeniu ze wzmożonym poczuciem konieczności zaspokajania coraz to nowych potrzeb materialnych, sprawia, że coraz mniej par decyduje się na więcej niż jedno lub dwoje dzieci.

A co z rozwojem duchowym? Gdzie zaczyna się i kończy odpowiedzialność rodzicielska za kształtowanie wiary dziecka?

Bez wątpienia dla wierzących rodziców wzrost duchowy dzieci jest co najmniej tak samo istotny jak inne aspekty rozwoju. Wspaniały dar życia z Bogiem w naturalny sposób sprawia, że pragniemy takiego samego błogosławieństwa dla naszych dzieci. Jest dla nas oczywiste, że powinny one czerpać taką samą radość z możliwości uczestniczenia w nabożeństwie, społeczności z innymi wierzącymi czy rozważania Słowa podczas spotkań grup biblijnych czy wykładów. Często zdarza się jednak, że rzeczywistość odbiega od naszych wyobrażeń. W takiej chwili warto zadać sobie pytanie o to, w jakim stopniu jesteśmy odpowiedzialni za duchowość naszych dzieci?

We wzrost duchowy wpisana jest pewna tajemnica. W rozmowie z Nikodemem Jezus obrazuje ją za pomocą następującego obrazu:

„Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Ewangelia Jana 3,8).

A zatem ścieżka, którą idę, nie jest jedyną, która prowadzi do Boga. Ta prawda dotyczy również relacji rodzic–dziecko. Myślę, że warto o tym pamiętać, zwłaszcza w kontekście przymuszania dzieci do uczęszczania na nabożeństwo, które jest w swej istocie niezwykle trudną formą obcowania ze Słowem i Sakramentem. Stała forma liturgiczna może na pewnym etapie rozwoju młodego człowieka wydać mu się skostniała i pozbawiona znamion prawdziwej bliskości Stwórcy i Stworzenia. Irytacja i oburzenie rodziców może w tej sytuacji dodatkowo pogłębić niechęć do uczestnictwa w tej formie praktykowania pobożności. Władza rodzicielska z całą pewnością umożliwia przymuszenie dziecka do uczestnictwa w nabożeństwie wbrew jego woli. W tym miejscu każdy rodzic powinien jednak poszukać odpowiedzi na następujące pytanie: Czy jest to egzekwowanie woli Pana, czy raczej mojej? Pytanie to nabiera sensu w kontekście przypowieści o synu marnotrawnym (Ewangelia Łukasza 15,11–32), w której Jezus wyraźnie podkreśla cierpliwość Boga w oczekiwaniu na skruchę. Wśród wierzących często da się słyszeć narzekania na tych, którzy nawykowo spotykają się co niedzielę w kościele, po to, by – usłyszawszy życzenie pokoju – zostawić w nim Boga na kolejne siedem dni. Zastanawiam się czasem, jaki wkład w tworzenie masy tych, którzy czczą Boga wargami, choć sercem są daleko (Księga Izajasza 29,13), miała bezrefleksyjna nadgorliwość wierzących rodziców.

Czy oznacza to w takim razie, że rodzice powinni zaniechać troski o duchowy rozwój dzieci? W żadnym razie, o czym świadczy choćby historia kapłana Helego, któremu Bóg przez usta Samuela ogłasza następujący wyrok:

„[…] osądzę jego dom na wieki za grzech, o którym wiedział, że jego synowie znieważali Boga, a on ich nie strofował” (1. Księga Samuela 3,13).

Wychowanie w poszanowaniu Boga należy do naszych najpilniejszych obowiązków. Jak zatem pogodzić odpowiedzialność rodziców z duchową autonomią dziecka? Alice Fryling, autorka niewielkiego, ale jakże cennego, Poradnika dla rodziców, wyjaśnia tę zależność za pomocą obrazu podwójnych narodzin: cielesnych i duchowych. Podczas gdy „pierwszy” poród odbywa się z bezpośrednim udziałem matki (i, coraz powszechniej, pośrednim udziale ojca), w drugim rodzice pełnią raczej funkcję asystentów. Asystowanie przy duchowym porodzie oznacza zatem wytworzenie takiej atmosfery w domu, która będzie sprzyjać duchowemu wzrostowi dziecka i doprowadzi je do świadomego naśladowania Pana Jezusa, a na późniejszym etapie pozwoli mu realizować się w sensie duchowym. Zaakceptowanie tego pozwala zdjąć ciążące brzemię fałszywej całkowitej odpowiedzialności za formację duchową dziecka i skupić się na tworzeniu sytuacji, która pomoże mu kroczyć wąską ścieżką wiary. W tym miejscu również należałoby powrócić do historii syna marnotrawnego i uzbroić się w świadomość, że, choć porody bywają długie i bolesne, wywołują jednocześnie wielką radość i wzruszenie, i to zarówno na ziemi, jak i w niebie:

„Taka też radość, mówię wam, będzie wśród aniołów Boga z powodu jednego grzesznika, który się nawraca” (Ewangelia Łukasza 15,10).

Inspiracja: A. i R. Fryling, Poradnik dla rodziców, Areopag, Katowice 1992

Podyskutuj na forum: http://www.koinonia.slowo.pl/dylematy-rodzica/

Pobierz artykuł w formacie PDF: Rola rodzica w procesie duchowego wzrostu

© 2010 J. i K. Rączkowiak. Przedruk i wykorzystanie za zgodą autorów.



Ktoś dobrze czyni i nie grzeszy

Ewa w kategorii Biblijna kanapka, 26 sty 2010, Skomentuj

Zaiste, nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego, który by tylko dobrze czynił i nie grzeszył.

Kaznodziei Salomona 7:20 (Biblia Warszawska)

Pomyśl o najlepszym człowieku jakiego znasz. O kimś, kto według ciebie zasługuje na określenie „dobry”. Być może, gdy patrzysz na tę osobę, wydaje ci się, że jest ona bez skazy, zawsze wie jak postąpić, co powiedzieć itp. A teraz porównaj siebie do tego człowieka. Jak wypadasz na jego tle? Kiepsko? To wyobraź sobie, że on również grzeszy i nie można o nim powiedzieć, że jest sprawiedliwy. Dlaczego? Ponieważ Biblia wyraźnie mówi, że nie ma nikogo, kto by dobrze czynił. Każdy człowiek, nawet najlepszy z najlepszych, potrzebuje przebaczenia grzechów. Tego samego potrzebujesz rownież ty. Czy prosiłeś już, by Jezus Chrystus ci przebaczył? Czy masz z Nim osobistą relację? Jeżeli nie, to zachęcam, byś nad tym pomyślał i coś w tym kierunku zrobił.

Do refleksji:

  1. Dlaczego ludzie marnie wypadają, gdy porównują się z Bogiem?
  2. Do czego jest nam potrzebne przebaczenie grzechów i osobista relacja z Jezusem Chrystusem?
  3. W jaki sposób można nawiązać relację z Jezusem?


Moje kroki umocnij Twoją mową

Szymon w kategorii Słowo Dnia, 26 sty 2010, Skomentuj

Moje kroki umocnij Twoją mową, niech nie panuje we mnie żadna niegodziwość!

Psalmów 119:133

Psalm 119 w oryginale hebrajskim jest akrostychem, bowiem jest podzielony na dwadzieścia dwie zwrotki, rozpoczynające się kolejnymi literami alfabetu hebrajskiego. Dzisiejszy cytat jest piątym wersetem siedemnastej zwrotki, rozpoczynającej się od hebrajskiej litery „Pe”. Psalmista zachowywał cudowne świadectwa Boże, ceniąc płynące z nich oświecenie i mądrość (ww. 129, 130). Tęsknił za przykazaniami Jahwe i prosił o Bożą łaskawość (ww. 131, 132). Dzisiejszy tekst wyjawia, że pisarz psalmu nie chciał ulegać jakiemukolwiek złu, lecz pragnął być umocniony w spełnianiu Słowa Bożego.



Trwajcie w Bogu

Szymon w kategorii Słowo Dnia, 25 sty 2010, Skomentuj (2)

Trwajcie w Bogu, abyśmy, gdy się zjawi, mieli w Nim ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu.

1 Jana 2:28

W dzisiejszym tekście apostoł Jan zachęca nas, byśmy trwali w Chrystusie, abyśmy podczas Jego powtórnego przyjścia mogli z ufnością, a nie ze wstydem stanąć przed Nim. Jednocześnie podkreśla fakt, że człowiek narodzony z Boga postępuje sprawiedliwie (2:29). Następnie sędziwy apostoł zdumiewa się nad ogromem miłości Bożej, dzięki której osoby narodzone na nowo nie tylko zostały nazwane dziećmi Bożymi, ale faktycznie nimi są (3:1).