Gdy w życiu człowieka brakuje tego „jednego” to nie ma już znaczenia jak wiele mamy tych „innych” rzeczy. „Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brak; idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie. A ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności.”
– Marka 10:21
Do refleksji:
- Jaki był podstawowy problem tego młodego człowieka?
- Dlaczego Chrystus zażądał od niego sprzedania wszystkiego, co posiadał?
- Jak zachowałbyś się w sytuacji tego człowieka?
Tags: Bogactwo, Dobre Życie, Jezus Chrystus, Naśladowanie, Pieniądze, Porady, Skarb, Ubodzy


Napisalam Tobie cytat z wczorajszego „Slowo Dnia”. Codziennie go dostaje, myslalam, ze Ty tez, po przeczytaniu skojarzyl mi sie z Toba i dlatego wyslalam.
Jezeli chodzi o „szatana”,napisalam to w innym kontekscie: wiesz, kiedy szatan zaczyna dzialac? kiedy zamiast np. schowac swoja pyche do kieszeni i przeprosic sie, robisz zupelnie co innego, co do zgody, do pojednania nie prowadzi.
Nie wiem jakie jest słowo dnia.O co mnie posądzasz?…………żona mówi,ze zriobiłem piekło z jej życia.Czy ja jesteam szatanem?Mówi,że jestem chrześcijanin popierdolony/przepraszam/.Nic z tego nie rozumię.
…nie czyn pola dzialania dla szatana…
…i z dzisiejszego Slowa Dnia:
„Apostoł Paweł napisał: Współpracując zaś z Nim napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej”
Pan Bog pochyla sie nad Toba…
SŁOŃCE ZASZŁO NAD MOIM GNIEWEM……………………………….Kolejny raz idę spac nie pogodzony z soją żoną,synem.Wciąż walczę z nimi.Nie jestem podobny do CHRYSTUSA…………………………Duch walki nie jest Duchem prawdziwego BOGA……………………..Wybaczcie ale nie potrafię Was kochac.Chcę się poddac.Nie walczczcie ze mnbą.Dlamnie BÓG to ŻONA, SYNOWIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Odnosnie krzyza wiem jedno, ze nie ma innej drogi do zbawienia, jak poprzez dzwiganie swego krzyza, ktory co prawda niesie ze soba cierpienie, bol i „serce krwawi” i nieraz chcialoby sie zostawic go i uciec, bo zbytnio przygniata…ale ten krzyz moze byc krzyzem chwalebnym, jak sie go niesie razem z Jezusem, jak sie tez cierpi razem z Nim…moc w slabosci sie rodzi, wiem i zgadzam sie…przypuszczam, ze gdybym nie miala swego krzyza, to oddalilabym sie od Boga, cierpienie przybliza, serce wtedy nie jest takie pyszne…Przebacz sam sobie i pros Boga o przebaczenie…Na krzyzu Jezus umarl za grzechy kazdego z nas…
hej, wyluzujcie:-) Jesteś grzesznikiem, ja jestem nim i wszyscy jesteśmy grzesznikami. Gdy tak mówisz o religijnym Bogu , ja widzę Cudownego Boga, który Ci to wszystko pozwolił wreszcie zobaczyć;) Dom budowany na piasku runie i tyle. Twoj runął. I to jest właśnie ŁASKA Boga. Bóg jest Bogiem nowych początków. Bóg jest skałą. Jeśli Jezus jest Słowem Bożym tzn, że Biblia jest Skałą, na której zbudujesz trwały dom. TAm szukaj Boga, nie wśród ludzi. Nie mów do nikogo : „pokaż mi Boga, powiedz mi, gdzie On jest, jaki Jest” To jest pójscie na łatwiznę i z pewnością się zawiedziesz. Szukaj odpowiedzi tam, gdzie ją na pewno znajdziesz- w Biblii. Przestań już mówić, jaki jesteś okropny, jaki zły, jaki religijny. Ok, jesteś. Ale nie wpatruj się trak w siebie. Nigdzie w ten sposób nie dojdziesz. Załamiesz się tylko i będziesz trwać w tej beznadziei. Pójsciem na łatwiznę jest oskarżanie Boga. Nie raz mi się to zdarzyło. Nie chcę robić z siebie idealnej panny. Ale jedno wiem. Za każdym razem, kiedy byłam szczera przed Bogiem, On natychmiast się do mnie przyznawał. Wylej przed Nim serce, wszystko co myślisz, nie oszczędzaj w słowach, nie próbuj ładnie ubierać słów, po prostu wylej z serca, to co naprawdę w nim jest. Twoje serce, to są Twoje myśli. Ale przed Nim, nie przed ludźmi. Nikt nie jest w stanie Ci pomóc. Tylko Bóg. Wybacz sam sobie. Jesteśmy grzesznikami i nigdy nie przestaniemy nimi być w ciele. ALe Bóg nas usprawiedliwił. Patrzy na nas tak, jak na Jezusa. W Nim jesteśmy ukryci. A On w Bogu. Jesteśmy BEZPIECZNI. I to jest najważniejsze. Jeśli nie masz siłuy kochać – powiedz to Bogu. Nie potępiaj siebie za to. Jeśli nie masz siły czegoś robić- powiedz to BOgu, ale nie potępiaj siebie za to- to nie jest pokuta. Wystarczy, że diabeł potępia. Nie mów, że musisz. Bo nic nie Musisz. Bóg jest Bogiem wolności i On nas powołał do wolności. NIC nie musimy. Na tym polega miłość, że robimy to czego nie musimy. Przyjdź do Niego taki jaki jesteś, bez miłości, wiary iczego tam jeszcze Ci brak. On chce szczerosci. Po prostu. Nie użalania się nad sobą, nie potępiania samego siebie. Po prostu szczerości i tyle.
……………..nie uciekłem z krzyża.Zbyt mocno trzymają „gwozdzie”.Przybite mam ręce i nogi.Moje serce krwawi ale jest na krzyżu.Moim krzyżem jest żona,dzieci i oczywiście moja religijnośc.Nie mam odwagi opóścic swój krzyż.Nie mam już siły by z niego zejśc……………..Wiem do czego zdolne są moje ręce.W swojej przeszłosci uciekałem nie raz.W moim sercu jest wiele nienawiści………………JESTEM GRZESZNIKIEM…………………….a miejsce grzesznika jest na krzyżu.Tak jak miejscem dla zbrodniarza jest więzienie a dla chorego szpital.W mojej bezsilności jest moja siła,moim krzyżu mój ratunek………………..Jesli poznanie prawdy o mnie ma mnie zaprowadzic do wolności to najlepszym lekarzem jest moja żona i dzieci.Pokazują mi nieustannie mój grzech.
…Bog jest wierny…ojcem klamstwa jest szatan…poznanie prawdy o sobie sklania do nawrocenia. Czy myslisz, ze jezeli zyjesz wedlug dekalogu, jestes dobry, sprawiedliwy itd., to znaczy,ze Pan musi Ciebie obdarzyc taka nagroda, jaka bys chcial na Twoje zawolanie?? Nagroda tego wszytkiego jest zycie wieczne, przebywanie z Bogiem…Na pewno w swoim zuciu miales zadowolenie z tego, ze postepujesz w zgodzie ze swoim sumieniem, masz pokoj w sercu, trwasz w lasce, jestes w jednosci z Bogiem, pelnisz Jego wole, nawet jezeli Ciebie to duzo kosztuje. Dlaczego opusciles swoich najblizszych? Nie wierze, ze tak Bog Ci kazal. Ze zrozumialych powodow opuszcza sie ojca i matke, kiedy pobierasz sie, ale zone, dzieci, dlaczego? Wazne jest, aby miec swiatlo na swoje zycie i aby „oczy nie byly na uwiezi”. Tak, jak wczoraj slyszalam w kazaniu, ze Bog moze byc w najblizszej osobie z rodziny, w przechodniu, w dziecku, w kims z pracy, tylko trzeba umiec Go dostrzec. Bog nie opuscil Ciebie, On jest z Toba caly czas, kroczy razem z Toba przez Twoje zycie i kocha Ciebie na 100%, tylko wydaje mi sie, ze Ty zbladziles, nie idziesz ta droga, ktora Bog Ci wskazuje. Otworz sie na Niego, wygarnij to, co czujesz w modlitwie i czekaj na odpowiedz wcichosci serca. Proponuje Tobie, zebys przed tym pomodlil sie do Ducha Sw. Bog nie jest nachalny i czeka na kazdego, az sam czlowiek zaprosi Go do swego serca.
„Miej nadzieje w Panu! Odwagi”
ZGORSZYŁEM SIĘ SOBĄ…………….moja religijnośc doprowadziła mnie do śmierci,bo przecież bez WIARY jestem trupem.Nie nawidzę swojego boga,któremu tak wiernie ponad czterdzieści lat służyłem.Mam mu za złe,że prowadził mnie do nieba na spotkanie z soba a wylądowałem w piekle gdzie poznałem prawdę o sobie………………….Nie nawidzę go za to,że mnie okłamał.Obiecał,że mnie nie opóści,że da mi życie,że będę szczęśliwy,itp……. miałem tylko się starac byc dobry,sprawiedliwy.Miałem życ zgodnie z dekalogim.Byłem mu posłuszny.Przez tyle lat żyłem w kłamstwie ale przecież mój bóg był ojcem kłamstwa/w tym był naprawdę bogiem/.Wiele mógłbym o nim pisac bo przecież on był zawsze na pierwszym miejscu w moim „życiu”/umieraniu/…………………..ZNIENAWIDZIŁEM SWOJEGO, RELIGIJNEGO BOGA………………Nie chcę dłużej mu służyc.Nie chcę nazywac go swoim panem.Dzisiaj wiem,że ten bóg tak naprawdę istniał tylko w mojej wyobrazni.Zamieszkał w moim sercu i żył dzięki mojej religijności.Tyle lat się sprężałe,starałem byc dobry.Żyłem w totalnym kłamstwie.Dla niego opóśłem ojca,matkę,braci,żonę, dzieci.Dzisiaj jestem sam w swoim piekle/śmierci/……………………..ten bóg opóscił moje serce.Pozostala po nim ciemna noc i fałszywa ikona,którą sam namalowałem swoją religijnością………………..GDZIE JEST PRAWDZIWY BÓG?………………….napewno na swoim miejscu.
…trzeba umrzec dla grzechu, inaczej sie nie da, dokladnie to chcialam przekazac…
Zeby pokochac, trzeba najpierw zaakceptowac swoja zone, synow, swoja historie zycia. Sama z tym ostatnim mam problem, bo wiele rzeczy chcialabym, zeby wygladaly inaczej, zeby moj maz byl inny, tesciowa, kolezanka z pracy itd. itp., ale Bog mnie stworzyl taka, a nie inna, postawil okreslone osoby na mojej drodze zycia, bo widzial w tym wszystkim swoj cel. Nikt nie chce dzwigac krzyza, cierpiec, umierac…ale akceptujac swoj krzyz, swoja sytuacje umierajac daje sie „zycie” innym. Bog pomaga pokochac drugiego czlowieka miloscia Boza poprzez przebaczenie, wyrozumialosc, cichosc wtedy, kiedy by sie chcialo zlosliwoscia odpowiedziec na zlosliwosc, wbic szpilke tak samo…nie przychodzi to wszystko na pstrykniecie i jest trudne, ale nie niemozliwe…
Zgadzam sie z Toba, Bog jest Miloscia, jezeli nie kocha sie tej najblizszej osoby, jakze mozna kochac Boga niewidzialnego, wszystko to wlasnie na tym polega:)
„…chce byc z Toba…” dodam na dobre i na zle, latwiej na „dobre”, a jak „zle”przychodzi, to lepiej sie rozejsc… na pewno tak, tylko, gdzie zaufanie w Boza pomoc, wspolne przebrniecie przez trudnosci…
Nieraz trzeba przejsc przez swoja droge krzyzowa:samotnosc, zwatpienie, bol i cierpienie po to, zeby na koncu objawila sie Chwala Boza. Zaufac do konca pelniac wole Pana…
JESTEM ZA ŻYCIEM …………………………ale,żeby życ trzeba umrzec!!!!!!!!!!!!!!!!Mówisz,że „Twój Bóg mnie kocha takim jakim jestem…………………………….nie tak jak człowiek jak ja często”.W swojej religijności mówiłem podobnie i nawet w to wierzyłem.Ja byłem tu a Bóg tam.Ja swoje a Bóg swoje.Mowiłem żonie:Bóg Cię kocha ale ja nie potrafię byc z tobą.Mówilem synom:Bóg was kocha,opiekuje się wami ale ja nie potrafię byc z wami,nie potrafie byc waszym ojcem.Wielu ludziom mówilemże Bóg ich kocha takimi jacy są ale ja nie potrafię brac ich grzechy na siebie………………………Wierzyłem,że jest jakiś Bóg /teoria/,który kocha mimo,że ja nie……………………….DZISIAJ WIEM TYLKO TYLE,ŻE BÓG JEST MILOŚCIA………………………….tylko to pozostalo z mojej wiary……………………BÓG CIĘ KOCHA===JA CIĘ KOCHAM/chcę by z toba/………………..JEŚLI JA NIE POTRAFIĘ KOCHAC TO NIE MA WE MNIE ŻADNEJ MIŁOSCI/BOGA.
…wlasnie od Ciebie zalezy, czy uwierzysz czy nie. Moim problemem przez dluzszy czas byl brak pokory, tkwilam w grzechu, udowadnialam sobie i dookola, ze nic zlego nie robie, mialam na to rozne wytlumaczenia i tak trwalam. Jedynym moim ratunkiem bylo to, ze bylam blisko Boga poprzez Slowo pod kazda postacia i Bog pokazywal mi, jaka jestem i co robie, pokazywal prawde o mnie. Oddajac poklon szatanowi, zbieralam tez jego plony, w skrocie ucierpialy na tym najbardziej moje relacje z mezem. Kiedy w koncu przejrzalam, okazalo sie, ze jestem bardzo slaba, zeby sama zerwac ze swoim grzechem. Modlillam sie o to i prosilam Boga o pomoc. Najtrudniejsze w tym bylo to, ze moglo byc albo czarne, albo biale, nie bylo szarosci, albo wybieram „zycie” albo „smierc”, tylko dwie sa drogi, nie ma innej. Jezeli chcesz sie uwolnic i zerwac z grzechem, musisz wyznac go przed Panem i prosic o potrzebne laski. Musiala tez byc pokora w tym wszytkim i cierpliwosc. Nadal ucze sie tej pokory, abym nie pelnila swojej woli, ale wole Pana w stosunku do meza, do bliskich, do znajomych. Jest to trudne, bo jestem uparta bardzo i lubie stawiac na swoim. No i raz sie udaje, innym razem mniej, ale na tym to polega, zeby nie ustawac, nie rezygnowac i kazdego dnia zaczynac od nowa, uczyc sie milosci do Boga i do drugiej osoby.
.
WIARA JEST DAREM/prezentem/…………………..Jedni ją dostają inni zaś nie………………………Trzeba uwierzy.Wystarczy uwierzyc………………Niestety nie odemie zależy czy uwierzę czy też nie.W swojej histori spotkałem wielu religijnych ludzi.którzy przemawiali w imieniu Boga.Uwierzyłem w nie jedno słowo kierowane do mnie.Na nim budowałem swoje życie/małżeństwo,rodzinę/…………..Dzisiaj wiem,że to byli ludzie nieodpowiedzialni/fałszywi nauczyciele,apostołowie/……………….ZNALI PIĘKNĄ TEORIĘ ALE DALECY BYLI OD PRAKTYKI…………………JESTEM PEWNY,ŻE RELIGIA I POLITYKA TO WIELKA FABRYKA „DOBRYCH LUDZI”…………………..W każdej religi bóg jest wielki,potężny,wszechmogący,sprawiedliwy,jest panem.Czlowiek zaś tylko prochem,nicością……………………….Nie wiem ile w tym jest prawdy.Nie wierzę w takiego boga.Wiem jednak,że BOGA spotkac mogę tylko we wspólnocie z drugim człowiekiem.Nigdy nie doświadczę BOGA w pojedynkę/samotnie/………………..WISZ DLACZEGO UCIEKAŁEM W RELIGIJNOŚC/tworzyłem sobie obraz swojego boga/BO MIAŁEM I MAM NADAL PROBLEM Z MILOŚCIA.Od najmłodszych lat nie potrafiłem na dłużej utrzymac sie w jakiejkolwiek grupie „dobrych”ludzi.Nie bylem posłuszny liderom/za bardz prawdziwy/.Wcześniej czy pózniej dostawałem kopa……………………wiem,że jest to mój problem.
Tez mialam falszywe wyobrazenie o Bogu. Myslalam,ze jest bardzo surowy. Pozniej doswiadczylam, ze tkwie w bledzie. Bog jest pelen milosierdzia, ale to nie znaczy, ze pozwoli drwic z Siebie. Jezeli „mowi” do ciebie, a ty dalej tkwisz przy swoim, to zbierasz tez takiego zachowania konsekwencje.
W moim przypadku poprzez swiadectwo widac oblicze „mojego” Boga, poniewaz Bog pragnie dobra kazdego czlowieka, kocha czlowieka i wie, co dla niego, dla jego otoczenia jest najlepsze i „podpowiada” w Swoim powiewie. I to od kazdego zalezy, czy przyjmie Jego slowo, czy poslucha, czy to Slowo wyda swoj plon.
Abraham zaufal Panu, kiedy porzucil swoje miejsce zamieszkania, kiedy zgodnie z wola Pana mial ofiarowac swojego jedynego syna, bo taka byla wola Pana.
…”To nie wiatr był przyczyną kłopotów Piotra, ale zwątpienie w moc Jezusa, a tym samym we własne możliwości. Krocząc po jeziorze, na krótką chwilę zwątpił i wtedy zaczął tonąć. Jednak natychmiast z zaufaniem poprosił: „Panie, ratuj mnie!…”
Tak, jak pisalam, „moj” Bog jest wszechmogacy i milosierny, ale zeby ujawnila sie Boza moc tzreba wierzyc w Jego moc, w moc czynienia cudow, w moc przemiany zycia. Jest to mozliwe, jezeli slucha sie Jego glosu i idzie sie za Nim pelniac wole Boga,a Bog bogaty w milosierdzie Swoje dopomoze w tej wedrowce.
Wiem na pewno, ze trzeba ufac Panu i trwac na modlitwie i na pewno wtedy Bog nie zawiedzie.
Moim nieszczęściem jest obraz boga,którego noszę w sobie.Wiem,że jest to fałszywy bóg.Obraz ten to dzieło mojego życia.Malowałem go patrząc na rodziców,braci,znajomych,księży,światków Jehowy,protestantów,prawosławnych,polityków,ateistów.Przez długi czas takiemu fałszywemu bogu się kłaniałem.Oddawałem mu cześc.Modliłem się do niego.On był moim panem.Myślałem,że to Jezus Chrystus…………….Dzisiaj wiem,że było to bałwochwalstwo.Mam 46 lat i nie znam prawdziwego BOGA……………….NAJGORSZE OBRAZY/RZEZBY I PODOBIZNY SWOICH BOGÓW NOSIMY W SOBIE.KAŻDY Z NAS MA JAKIEŚ FAŁSZYWE WYOBRAŻENIE O BOGU……………..Samo słowo „Bóg”dla większosci śmiertelników jest słowem martwym/nic nie mówiącym/………………..CZY JESTEŚ PEWNA,ŻE „TWÓJ”BÓG JEST PRAWDZIWY??????????JEŚLI TAK TO POKAŻ MI JEGO OBLICZE.
c.d. Pytales, czy moj Bog Ciebie kocha. Tak, kocha Ciebie takim, jakim jestes i to jest najwspanialsze, ze jest niezmienny w Swojej milosci, nie tak, jak czlowiek, jak ja czesto…
Tak, dotknal mnie Bog w swoim Slowie, jak „noz obusieczny”, kiedy np. po rozwodzie moich rodzicow i po wyprowadzeniu sie z domu taty mowil mi, ze nalezy ojca szanowac, kochac go takim, jakim jest, pomimo to, ze wiele cierpienia i bolu przysporzyl calej rodzinie, ze zajmuje bardzo wazne miejsce (pierwsze) w rodzinie, ze w 4 przykazaniu mamy powiedziane, aby czcic ojca swego i matke swoja. Dotykal mnie Bog tak dlugo az w koncu odezwalalam sie do taty, przeprosilam go tez,a bylo za co, wiele rzeczy sobie wyjasnilismy. W kazdym badz razie wypelnilam wole Pana pod tym katem i przez to mialam pokoj w sercu, po mnie nawiazaly kontakt takze moje siostry.
Po tym doswiadczeniu zrozumialam, ze jezeli Pan mowi poprzez swoje Slowo, poprzez kazania czy inne osoby do mnie, to po, zeby dac mi swiatlo, co mam zmienic w swoim zyciu czy postepowaniu. „Kosztuje” to nie powiem, ale dobro, jakie z tego wyplywa jest wieksze i Bog to widzi od samego poczatku, a moim zadaniem jest mu zaufac i isc Jego droga, wypelniac Jego wskazowki. Na razie tyle.
Po pierwsze: to nie ja mowilam, ze to nieprawda.
Po drugie: tak, jak mojej, tak i Twojej dotyka osobistości, potrafisz byc Jego swiadkiem? To, co piszesz jest zbyt ogolne, zbyt jak na swiadectwo, ktore na pewno sam mozesz dac mnie i innym takim samym biedaczkom, do ktorych tez sie zaliczam.
Po trzecie: nie rozumiem, czemu formulujesz w ostatnim pytaniu „Twoj Bog” – On jest taki sam moj, jak i Twoj, jak kazdego innego czlowieka, ktory w Niego wierzy.I na pewno kocha – bez watpliwosci:)
UWIERZYŁEM W TWOJE SŁOWA a Ty mówisz,że to nieprawda…………………..Spokojnie KOBIETO.Prawdziwy BÓG dotyka Twojej OSOBISTOŚCI………………….JEŚLI MÓWISZ W IMIENIU BOGA to miej odwagę byc Jego ŚWIADKIEM dla mnie i wielu innych biedaczków!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!TWÓJ BÓG MNIE KOCHA?????????????????????????????????
Pisalam to, co dyktowalo mi serce. Mozesz to nazwac religijna teoria, to jest Twoja sprawa. W czym bylam prawdziwa moze wiedziec tylko i wylacznie Bog, na pewno nie Ty, ale kazdy moze miec swoje zdanie.
Z samej nazwy „osobiste doswiadczenie” jest osobiste i nikt wedlug mnie nie dzieli sie nim na zawolanie. Moze kiedys przy innej okazji, przy innej refleksji bede mogla to zrobic. Pozdrawiam i zycze znalezienia tego, czego szukasz:)
CZAS UCIEKA A WIECZNOŚC CZEKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Jesteśmy tylko ludzmi i mamy za sobą przebytą drogę życiowej wędrówki……………….Szkoda czsu na dzielenie się religijną teorią.BEZCENNYM SKARBEM,który nosimy w sobie są KONKRETNE FAKTY/osobiste doświadczenie/…………….BÓG,którego pragnę spotkac jest obecny w tych faktach……………..Dzisiaj najbardziej przemawia do mnie Twój wiek……………..Tylko w tym jesteś prawdziwa.Reszta to tylko twoja religijna teoria. ………….Masz trzydziesto letnie doświadczenie ŻYCIA………Przez ten czas dotykałaś,słuchałaś i patrzałaś na prawdziwego BOGA……..opowiedz mi o NIM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mam kilku bozkow i to mnie martwi. Od jednego bozka uwolnilam sie, choc wiele mnie to kosztowalo, oczywiscie cierpienia przede wszystkim. Bogiem moim jest Pan wszechmogący i milosierny.
Wydaje mi sie, ze rozumiem Ciebie, ale moze jestem w bledzie…
…ponad trzydziesci wiosen juz mam:)…
WIEM,ŻE NIC NIE WIEM……………………to jest prawda o mnie…………….Ponad 40 lat myślałem,że wiem wszystko o innych ale nie poznałem prawdy o sobie.Nie miałem problemu z Bogiem.Myślałem w kluczu religijnym,że jest JEDEN BÓG DLA WSZYSTKICH TEN SAM………………..Dzisiaj wiem,że każdy z nas w różny sposób rozumie słowo „BÓG”.Różnych mamy bogów.Dlatego się nie rozumiemy…………………Czy możesz mi powiedziec KTO JEST TWOIM BOGIEM?………………..KTO JEST TWOIM PANEM??????????????????????? /bardzo ważne: ile masz lat?/
Wszystko wiesz, wiec pros Boga o to, zeby dal Ci laski potrzebne do zerwania z grzechem. Wszystko jest mozliwe z Panem. Proś o to, czego Ci potrzeba.
Podstawowym problemem tego młodego człowieka była jego RELIGIJNOŚC.On nie znał prawdy o sobie.Uważał się za sprawiedliwego,który od najmłodszych lat wypełniał dekalog.Nie poznał JEZUSA bo nie znał siebie.W tej ślepocie nie zauważył prawdziwego oblicza Chystusa,który do niego się uśmiechał……………………..Spotkanie z Chrystusem ma zawsze jeden cel/POZNANIE PRAWDY O SOBIE/.Tak też było i w tym przypadku.Ten młody człowiek zobaczył siebie jak w lustrze.Zobaczył,że nie jest SPRAWIDLIWY,że nie pełni WOLI BOGA,że jest jak inni grzesznicy przywiązany do życiowych wygód,że nie wypełnia NAUKI SWEGO BOGA…………………………….Ja po takim spotkaniu zobaczyłem,że nie mam MIŁOŚCI,NADZIEI ani WIARY…………….MOJĄ WŁASNOŚCIĄ JEST TYLKO MÓJ GRZECH……………..NAJTRUDNIEJ JEST MI ODDAC WŁAŚNIE TEN MÓJ MARNY „skarb”.Dlatego jestem smutny.
Oddac, zrezygnowac czy sprzedac to, co najbardziej ceni sie w zyciu po to, zeby byc niezaleznym i wolnym.”Gdzie jest serce twoje, tam jest skarb twój”. Osobiście wiem, ze moglabym miec to uczucie zadowolenia i pelnej wolnosci po sprzedaniu moich cennych rzeczy, ale caly czas jest mi szkoda, bo to pamiatka, bo cos tam jeszcze …a moglabym miec skarb w niebie…Moze jeszcze potrzebuje troche czasu, a moze to kolejne wytlumaczenie.