Wracałem dzisiaj z pracy autobusem komunikacji miejskiej (normalnie jeżdżę rowerem i gorąco polecam ten środek transportu!), gdy moją uwagę przykuł plakat na szybie autobusu.

Plakat był zatytułowany
Listopad miesiącem życzliwości w pojazdach MZK. Inicjatywa ze wszech miar sympatyczna i zasługująca na pochwałę, ale ja zacząłem się zastanawiać dlaczego my tak lubimy
miesiąc życzliwości dla pasażerów,
tydzień modlitwy o jedność chrześcijan,
dzień bez papierosa i tym podobne akcje. Co w nich złego? Ano uczymy się zachowywać inaczej przez pewien okres czasu tylko po to, by potem wrócić do
normalności, czyli do grubiaństwa, zaniechania modlitwy, palenia papierosów, itp.
Takie przesłanie jest szczególnie widoczne w okresie Świąt Bożego Narodzenia – prezenter telewizyjny mówi nam, że święta to czas dla rodziny, czas obdarowywania się prezentami, rezerwowania dodatkowego miejsca przy stole dla bezdomnej osoby… Potem jeszcze trochę szaleństwa sylwestrowego i w Nowy Rok wchodzimy już normalni.
Choć idea MZK jest naprawdę chwalebna (fotografowane są osoby, które swoją postawą wywołują uśmiech na twarzach współpasażerów), to jakoś nie do końca przemyślana. Czytając to hasło ma się wrażenie, że pasażerowie MZK powinni być uprzejmi przez jeden miesiąc, a potem hulaj duszo, życzliwości nie ma.
Opinie?