Postanowiłem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego.
1 Koryntian 2:2
Apostoł Paweł nie wystąpił przed Koryntianami jako błyskotliwy mówca, popisujący się swoją elokwencją i czysto ludzką logiką. Głosił Chrystusa ukrzyżowanego, który był zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan. Także dzisiaj głoszenie, że tylko dzięki łasce Bożej objawionej w odkupieńczej śmierci Mesjasza możemy być zbawieni, wywołuje zgorszenie i bywa uznane za głupotę. Ci, którzy idą na zatracenie gardzą mową o krzyżu, lecz dla tych, których Bóg powołał do zbawienia Chrystus jest mocą i mądrością Bożą. Zbawienie z czystej łaski, bez żadnych zasług człowieka, nadal budzi straszny opór ludzkiej pychy, lecz Bóg ustanowił taki rodzaj zbawienia, że żaden człowiek nie ma prawa wynosić się przed Jego obliczem.
Tags: Jezus Chrystus, Ukrzyżowanie


……nie tylko dla Mateusza……. „Jestem winny” – wyznanie, które może wyzwalać
Ilość ukrzyżowanych – trzech – stanowiła występek w rozumieniu prawa żydowskiego, które dopuszczało krzyżowanie wyłącznie pojedynczo. A więc nawet ukrzyżowanie Jezusa dokonało się niezgodnie z prawem. Powieszonych obok Niego łotrów wspominają wszystkie Ewangelie. Starożytność chrześcijańska za wszelką cenę starała się ich zidentyfikować. Apokryfy widziały w nich kolegów szkolnych Jezusa lub dzieci, które pojawiły się na drodze Jego ucieczki do Egiptu.
Uznać się winnym przed Bogiem – wbrew wszystkiemu, co jest w nas wpajane od dziecka – oto postawa, która nic nie kosztuje, a wyzwala Chroni przed pokusą myślenia, że sami, o swoich siłach, do czegoś doszliśmy, że to, co osiągnęliśmy, to „już”, że w związku z tym „coś się nam należy”. Wtedy zamykamy się na Ewangelię…
Wyznanie „Jestem winny!” wcale nie musi wpychać w poczucie winy. Przeciwnie – ono może wyzwalać! A więc – trzeba przyjąć postawę tego, który jest „zło czyniący”. To oczywiście nie znaczy, że mamy tacy być, lecz dobrze jest, jeżeli za takich potrafimy się – szczerze – uznać.
Z drogi zła zawsze można zawrócić
Czy Łukasz chciał tylko przekazać, że Jezus umierał między dwoma złoczyńcami? Nie. Chciał czegoś więcej; pragnął rozbić – tak częsty – schemat myślowy: „Z niego to już nic nie będzie”. Chciał uderzyć w logikę myślenia, która przekreśla, bo kieruje się przesłankami, które uważa za niezmienne, zdeterminowane na wieki.
Tymczasem św. Łukasz pokazuje, że nawet będąc na dnie, można zmienić jakościowo swoje życie. Nie pozostawia wątpliwości co do tego, co reprezentowali obaj łotrzy; to nie byli żadni szlachetni bojownicy z ruchu oporu, nie żadni partyzanci, lecz pospolici złoczyńcy. Jeden z nich bez ogródek powiedział: „My odbieramy słuszną karę za nasze uczynki…” (Łk 23,41).
Dwie postawy w obliczu krzyża
Obaj łotrzy odnieśli się do Jezusa w określony sposób. Jeden z nich, jak pisze św. Łukasz – „bluźnił”. Drugi w ostatnich chwilach swego życia wszystko postawił na Jezusa.
Znamienne, że Jezus nie odpowiedział na groźby, zaczepki, wezwania do zejścia z krzyża, szyderstwa, prowokacje płynące z ust faryzeuszów, tłumu gapiów i wygrażającego mu ukrzyżowanego opryszka; odpowiedział tylko na zawołanie zbrodniarza, który przyjął prawdę o swoim przegranym życiu i wyznał, że powieszony obok niego Człowiek jest sprawiedliwy.
Łukaszowy opis ma również wymiar współczesny. – Powieszeni na jakimkolwiek krzyżu życiowym możemy zachować się dwojako, powielając postawy przybrane przez obu łotrów. W świecie niesprawiedliwości jeden sprawiedliwy wystarczył, aby odwrócić historię świata i sytuację życiową każdego z nas. Ci, którzy mają do Niego właściwą relację (co nie znaczy, że wszyscy…), zostają usprawiedliwieni. Sobór Watykański wskazał, że Kościół ma być znakiem wskazującym na sprawiedliwego Jezusa, który usprawiedliwia zwracających się do Niego.
„Zły” łotr
Wołał: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas” (Łk 23,39). Te słowa to bluźnierstwo. Gdyby Jezus miał się im podporządkować, nie byłoby zbawienia. Zachodzi tu analogia z naszym życiem duchowym, w którym wiele – pozornie „niezasłużonych” – cierpień służy naszemu dobru, bo przybliża nas do zbawienia. Zwątpienie z ich powodu w obecność Bożą w moim życiu, może prowadzić do bluźnierstwa. „Gdyby Pan Bóg wybawił mnie ode wszystkich moich krzyży – jestem stracony!”. Modlitwa o wybawienie od krzyża może być bluźnierstwem, jeśli odrzuca istotę posłannictwa Jezusa, czyli Paschę; konieczność wejścia w śmierć, aby dojść do zmartwychwstania.
Jezus zbawia tych, którzy uznają Jego niewinność i wchodzą w logikę Jego cierpienia we własnym życiu, uznając się za winnych, zasługujących na cierpienie. „Cierpienie obecne w moim życiu nie jest żadną niesprawiedliwością” – zdają się mówić ci ludzie. „Skoro Ty, sprawiedliwy, zawisłeś na krzyżu, to musiało to mieć sens” – wyznają. „Jezu, pamiętaj o mnie” – dodają, jednoznacznie świadcząc, w kim ulokowana jest ich nadzieja. Dalecy są od postawy złego łotra, tak powszechnie powielanej aż po dzień dzisiejszy: „Jezu, uważam, że powinieneś zejść z krzyża i iść za moją radą”.
„Dobry łotr”
Na złorzeczenia współtowarzysza niedoli zareagował gwałtownie, mówiąc: „Ty nawet Boga się nie boisz” (Łk 23,40). Okazał bojaźń Bożą, która uchroniła go przed bluźnierstwem. Uznał, że ponosi zasłużoną karę, w przeciwieństwie do Jezusa, na którego Piłat wydał niesprawiedliwy wyrok pod presją podburzonego tłumu.
Uznanie Jezusa za sprawiedliwego jest zasadą nawrócenia. To On ma rację. Ja jej nie mam. Jezus, stający się miarą moich czynów, powieszony na krzyżu, jest początkiem mojego zbawienia. Nie wystarczy powiedzieć „Jestem grzesznikiem”. Trzeba pozwolić się potraktować jak grzesznik.
W przypadku łotra w ślad za wyznaniem nie poszły czyny, gdyż on nie był w stanie już nic zrobić. Bo też nie czyny, lecz uznanie racji Jezusa w moim życiu – oto, co jest momentem zbawczym. Nie ciągłe „poprawianie się”, dążenie do doskonałości o własnej mocy, dla własnej chwały. Już prorok Izajasz pisał, że „nawet nasze dobre czyny są jak skrwawiona szata”. One nie dają życia. Tu nie chodzi o to, byśmy się poprawiali, lecz aby Bóg się nami posługiwał! W imię tak pojętego nawrócenia pozwalam się na wzór Jezusa przybić do krzyża i mówię, że to mi się należy, na to zasługuję. Co więcej – to jest moja szansa.
W tym duchu łotr mówił do Jezusa „Wspomnij o mnie”. Użył imienia Jezusa, a więc wszedł z Nim w bliską relację, okazał swoją bezradność, uznał, że jest bankrutem, który nie ma nic do stracenia, postawił wszystko na Jezusa. „Chcę być w Twoich myślach, pamięci. To jest szansa dla mnie, który cierpię tak jak Ty, tyle tylko, że zasłużenie. Przyjmij mnie do Twego Królestwa. Do Ciebie należy decyzja, kiedy to się stanie – ja nawet nie pytam…” – w takie słowa można ubrać jego wewnętrzną postawę. Na te słowa Jezus odpowiada obietnicą: „Dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”. Udziałem stojącego nad własnym grobem łotra, zbrodniarza, życiowego bankruta staje się całkowicie niezasłużona łaska.
Nawrócenie dobrego łotra miało charakter indywidualny. Dla nas płynie z tego – jakże aktualna – nauka, że nie da się przemienić rzeczywistości społecznej bez osobistego nawrócenia. Dobro czynione na rzecz wspólnoty w sytuacji braku nawrócenia osobistego, zawsze przekształca się w karykaturę.
Natomiast osobiste nawrócenie ma zawsze wymiar społeczny. Jeżeli w danej społeczności zawsze znajdzie się ktoś, kto daje mocne świadectwo absolutnej prawdzie, to taka wspólnota nie zginie. Jego świadectwo będzie jak drogowskaz, z którego wielu – choć nie wszyscy, bo rzecz zależy jeszcze od dobrej woli człowieka – skorzysta i wstąpi na drogę przemiany życia.
„Zaprawdę powiadam ci – dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju” (Łk, 23,43) – to ostatnie słowa, które Jezus skierował za życia do człowieka. Dobry łotr jako pierwszy wytrwał w doświadczeniu Jezusa. Jako pierwszy nie uciekł od krzyża. Apostołowie uciekli. Weszli w krzyż dopiero później. Niech to będzie przesłanie nadziei, że warto dać się przybić do krzyża, aby nie móc uciec. Kto nie chce stanąć przed Jezusem jako winny – nie ma dla niego zbawienia. janusz franus
Kiedy w moim życiu działy się bardzo dziwne rzeczy, nie mogłem rozeznać, czy jest to dobre czy złe. Pytałem więc Boga, czy to On działa w moim życiu. Kazał mi długo pytać ale w końcu odpowiedział:
Ap 3, 20 Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną.
To było ważne słowo w moim życiu i rozważałem je dość długo. Radość z tego słowa, szybko jednak zmieniła się w smutek, kiedy zrozumiałem, że ja nie potrafię i nie wiem jak otworzyć te drzwi. Bóg działa w moim życiu i jest tak blisko, a ja nie jestem zdolny by nacisnąć klamkę… I kiedy tak zastanawiałem się nad tym słowem i moimi możliwościami, Bóg przemówił znowu:
J 20, 19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!»
To było to. Zrozumiałem, że Jezus dzięki zmartwychwstaniu może przejść przez zamknięte drzwi – nie tylko te fizyczne ale przede wszystkim zamknięte drzwi ludzkich serc. Na tym polega waga zbawienia, że Jezus jest w stanie przebić się przez naszą niemoc, słabość, oporność, czy wręcz zaryglowanie naszych serc. Nawet więc kiedy nie potrafię mu otworzyć, czy jestem zbyt sparaliżowany by choćby podejść do Jezusa, on jest w stanie do mnie trafić. Ale ważne jest to z czym Jezus wtedy przychodzi – „Pokój wam!”. To jest właśnie owoc i kwintesencja prawdziwej miłości, która polega na pełnej harmonii obcowaniu z Bogiem, a więc pokoju. Jak bowiem powiedział Jezus w ewangelii Jana, kiedy osiągniemy niebo o nic już pytać nie będziemy – będziemy pełni pokoju (miłości). W tym sensie miłość i zbawienie jest darem łaski – ja wiem, że nie potrafię sam z siebie kochać – to Jezus mimo mych zamkniętych drzwi wchodzi i uczy mnie miłości. Jest to jednak możliwe, bo gdy Bóg mnie stwarzał, zaszczepił we mnie zaczyn tej miłości. To miłosne tchnienie Boga jest w każdym człowieku i to jest znamienne, że postawa miłości jest możliwa i obecna nie tylko wśród chrześcijan ale jest przypisana do każdego człowieka.
…….Trzeba sobie uświadomić prostą prawdę. Jeśli potrafisz kochać 99% ludzi z twojego otoczenia, a jednego – nie kochasz, to jest znak, że w tobie nie ma miłości Boga. Kochasz według twoich kryteriów, a nie w poddaniu się mocy Boga. Powiesz może: ale przecież kocham wszystkich pozostałych – 99 czy nawet 99,99%, a tylko tego jednego nie kocham. Ale to właśnie ten jeden jest ci dany po to, żebyś otworzył oczy, żebyś zrozumiał, że nie masz w sobie miłości Boga, to znaczy tej miłości, jaką ma Bóg, który kocha grzesznika, który przebaczył nam, gdy byliśmy Jego nieprzyjaciółmi (zob. Rz 5,8-10). Jeśli nie kochasz jednego, a kochasz pozostałych, bo oni ci jakoś odpowiadają, bo ty sobie z nimi poradzisz, bo wiesz, jak ich opanować – to w tobie nie ma prawdziwej miłości Boga. Tymczasem ten ktoś, dzięki komu widzisz, że nie kochasz tak jak Bóg, jest dla ciebie cennym darem, bo dzięki niemu zobaczysz, że nie jesteś Bogiem, że nie jesteś dobry. To dzięki niemu może zaczniesz zwracać się pokornie do Pana Boga, aby On ci udzielił łaski nawrócenia i daru serca kochającego tak jak Bóg…….. Chrześcijańska miłość nieprzyjaciół to nie jest owoc ludzkiego wysiłku, ludzkiego postanowienia, nie wystarczy powiedzieć sobie: ja postanawiam, że będę kochał tego nieprzyjaciela, ja mu pokażę, że go kocham. Tą drogą daleko nie zajdziesz. Jeśli natomiast staniesz wobec Boga, który do ciebie mówi, zaczniesz Go słuchać i uznawać Jego racje w twoim życiu, i zaczniesz rozumieć, że to Pan Bóg dał ci tego kogoś dla twojego dobra. Jeśli wejdziesz w pokorną postawę wobec Boga a następnie wobec tego, kto ci się jawi jako nieprzyjaciel czy takim rzeczywiście jest – nawet nie zauważysz, że zaczniesz go cenić i kochać. Może też będziesz go odpowiednio oceniał i rozumiał, bo są pewne obiektywne fakty, które do takiej trudnej sytuacji doprowadziły. Jednak mimo to zaczniesz dostrzegać, że ten twój bliźni – twój nieprzyjaciel ma pewną rolę do spełnienia wobec ciebie: pomaga ci odnajdować odpowiednie odniesienie do Pana Boga. Ostatecznie odkryjesz, że jesteście przed Bogiem Jego dziećmi, a względem siebie braćmi. Tu nie chodzi o uczucie kochania, o (po)lubienie kogoś, lecz o odkrywanie siebie i drugiego w świetle Ewangelii Jezusa Chrystusa i przeżywanie historii, w jaką Bóg nas wprowadza………janusz franus
Bóg wybrał każdego człowieka – stwarzając go. Każde istnienie powołane do życia powstało z miłości i w każdym zawarte jest to tchnienie Boże, które sprawia, że jesteśmy do niego podobni – jesteśmy zdolni do miłości. Bóg stworzył człowieka, a nie chrześcijanina.
Każdy więc człowiek, który rozwija w sobie umiejętność miłowania zbliża się do Boga, gdyż żyje tym co pochodzi od Niego. Niezależnie od tego gdzie się urodził i gdzie mieszka ma możliwość zbliżania się do Boga.
Jezus umierając na krzyżu umarł za każdego człowieka, a nie za chrześcijan (których wtedy było zresztą niewielu), kiedy konał na krzyżu powiedział do jednego ze złoczyńców ukrzyżowanych razem z nim, że jeszcze dziś będzie z nim w niebie. Bynajmniej złoczyńca ów, chrześcijaninem nie był. Co więc sprawiło, że Jezus tak go wyróżnił – złoczyńca ten był w zasadzie jedyną osobą, której powiedział wprost, że będzie zbawiony – nie usłyszał tego tak personalnie ani św. Piotr, ani inny z uczniów. Tenże złoczyńca uczynił jedną rzecz – ujrzał swój grzech i zaufał Jezusowi. Można powiedzieć (jak to pisał poniżej katolicki baran), że przyjął swój krzyż – zaakceptował swoje położenie. Wydaje się to niewiele, ale patrząc na drugiego łotra ukrzyżowanego obok Jezusa widzimy już, że mało to nie było. Ów drugi łotr „walczył do końca” o swoje przekonania, o swoje życie. Wydaje się to tak bardzo ludzkie, a jednak nie usłyszał od Jezusa takich słów, jakie usłyszał pierwszy z nich. Trzeba jednak zauważyć, że nie usłyszał również słów potępienia i tu jest cała tajemnica zbawienia. „Zły” łotr nie potrafi uznać Jezusa, przyjąć swojego krzyża, a jednak Bóg nie potępia go – gdyby chciał nam pokazać metodologię zbawienia, której uczy wielu „mądrych” chrześcijan – powinien się do niego odezwać i powiedzieć – a ciebie potępiam – a jednak tego nie zrobił. Dlaczego? Dlaczego Jezus nie wykorzystał tak „wspaniałej” szansy by odrzucić tego człowieka, by pokazać nam jacy ludzie będą potępieni? Dlaczego? Dlatego, że Jezus właśnie za tego człowieka umierał, za niego cierpiał i właśnie dla niego nie zszedł z krzyża.
Jeżeli więc Jezus go nie potępił, kto ma prawo potępić drugiego człowieka? Kto śmie mówić, że ktoś idzie na wieczne potępienie? „Dobry” łotr uzyskał pewność zbawienia, „zły” łotr nie usłyszał ani słowa od Jezusa ale w tym jest jego nadzieja – ja wierzę, że jest zbawiony, dzięki miłosierdziu.
Wszyscy jesteśmy wybrani, choć każdy ma inną drogę. Ta droga prowadzi jednak do tego samego – życia w miłości. Kto miłuje swego brata ten trwa w światłości i nie może się potknąć. (1 J, 2, 10), Kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci (1 J, 2, 14c). Życie chrześcijanina to życie w miłości i promieniowanie tą miłością na innych. Pełnienie woli Boga, to zaś największy przejaw miłości.
Zbawienie jest więc dostępne dla wszystkich, którzy żyją w miłości – w zasadzie nasze życie polega tylko na tym by się tej miłości nauczyć. Jestem chrześcijaninem, a więc niejako z urzędu jestem naśladowcą Jezusa i chcę być taki jak on – żyć z miłością i pełnić wolę Ojca. Kto jednak nie jest chrześcijaninem ale choćby podświadomie naśladuje Jezusa w miłości i dzięki temu poznaje swoją drogę, ten jest bliski Jezusowi. Zbawienie mamy dzięki Jezusowi, gdyż w nim miłość osiągnęła swą pełnię, a nasza niedoskonała miłość, właśnie w miłości Jezusa może się wydoskonalić.
Czym jest zbawienie? Czy Bóg dając się przybić do kawałka drewna w ten sposób zbawił ludzi? Po cóż więc była jego nauka – mógł od razu zacząć od krzyża. Czyż inni ludzie nie umierają w imię wartości? I to nie umierają na krzyżu? Zbawienie nie ma swej istoty w fizycznym przybiciu do krzyża (co sugerował film Pasja), ile w całkowitym zawierzeniu Ojcu i wyrzeczeniu się siebie co pozwoliło na triumf miłości. Kiedy więc wyrzekamy się siebie, własnych przyjemności i pragnień dajemy miejsce na miłość i przez to jesteśmy zbawiani. To boli, bardzo boli i dlatego Jezus umarł w ten sposób (co było apoteozą cierpienia, poniżenia, bólu), żeby pokazać, że każdy ból, cierpienie i poniżenie ma sens, gdyż robi nam miejsce na miłość.
…….Wybranie to światło i moc stawania wobec prawdy o krzyżu i śmierci.
Świadomość wybrania i przyjęcie logiki krzyża to są dwa fundamentalne filary tej samej rzeczywistości – obecności (wkraczania) Boga w życie człowieka. Człowiek bowiem nie wróci do Boga inaczej jak tylko w taki sposób, że odkryje, iż musi przejść – i de facto będzie przechodził – przez krzyżowanie samego siebie. Jeśli to zrozumie, to znaczy, że przyjął łaskę wybrania. Dlatego chrześcijanin, dojrzały chrześcijanin, który wchodzi w tę logikę, rozumie, że w jego życiu krzyż jest stale obecny nie jako intruz czy coś przypadkowego wobec czego należałoby przyjąć postawę negacji czy ucieczki, lecz jako element konstytutywny jego nowego życia. Gdy człowiek jest w orbicie działania szatana, cały czas musi myśleć o tym, jak wyjść na swoje, jak zyskać, jak uniknąć krzyża. Prawdziwy wyznawca Chrystusa zaś żyje ze świadomością krzyża. Nie oznacza to, że trzeba krzyża szukać, ale trzeba umieć wykorzystać krzyż, który jest w życiu i który staje na drodze codzienności. Chrześcijanin umie wykorzystać tracenie, jakie dokonuje się w jego życiu i to uważa za wybranie. Wie, że jest wybrany do tego, żeby móc to przeżywać………janusz franus
Mateuszu, dziękuję Ci za zwrócenie mi uwagi na ważną kwestię. Faktycznie trzeba być ostrożnym w kwestii nauki o wybraniu, bo łatwo można pobłądzić. Jest to jedno z najtrudniejszych zagadnień biblijnych i nie takie umysły, jak mój mierzyły się z tym zagadnieniem, np. św. Augustyn z Hippony, Tomasz z Akwinu, Marcin Luter czy Jan Kalwin.
Osobiście wierzę w wybranie z czystej łaski, bo np. Rzymian 11:5-7 i Efezjan 1:3-7 i 2 Tymoteusza 1:9 wyraźnie o tym uczą. Nie wiem jednak na jakiej zasadzie się ono odbywa: Czy Bóg po prostu wybiera tych, o których w swej mądrości wie, że ostatecznie Go przyjmą, czy też działa to w inny sposób. To niezgłębiona tajemnica. Wiem na pewno, że człowiek będzie potępiony wyłącznie z własnej winy, jako odrzucający pełne miłości i cierpliwości Boże wezwanie do nawrócenia (Rzymian 2:1-11). Natomiast zbawiony mogę być tylko z czystej Bożej łaski, na którą nie mogłem niczym zasłużyć (Efezjan 2:1-10).
……..Po co Bóg czyni nas chrześcijanami? Po co istnieje Kościół? Celem Kościoła nie jest tylko zbawianie dusz. W imię tej koncepcji prowadzono wojny święte. Bóg nie powołał Kościoła na ziemi, by cały świat stał się chrześcijański, ażeby wróciwszy na sąd, zastać ludzkość w 100% chrześcijańską. Nie o to chodzi, by wszyscy byli zbawieni w Kościele. Gdyby w istocie o to chodziło, to stan chrześcijaństwa w dwa tysiące lat po przyjściu Chrystusa prowadziłby nas do wniosku, że Jezus jest największym bankrutem świata.
W XX wieku od Jego narodzenia tylko 1/3 ludzkości jest chrześcijańska. Jest tylko pół miliarda [tu chyba błędna liczba, może ma być półtora – P.U.] chrześcijan rozmaitych wyznań, wśród których panuje chaos i zamieszanie. Bardziej uprzywilejowani są katolicy, stanowiący 700 milionów. Po bliższym przyjrzeniu się im stwierdzamy, że tylko 1/3 praktykuje, a w skali światowej jeszcze mniej. Są połacie tak zdechrystianizowane we Francji, Hiszpanii, Włoszech, że praktykuje tam niecałe 1%, co w sumie daje 10% w skali światowej. Biorąc zaś pod uwagę zgodność praktyki z życiem, nasuwają się dodatkowo rozmaite wątpliwości, bo w wielu przypadkach grają tu rolę jedynie względy prestiżowe, rodzinne, tradycja…
Na co dzień wielu chrześcijan żyje wartościami nie mającymi nic wspólnego z chrześcijaństwem. Mało jest naprawdę zaangażowanych chrześcijan, może 1%. Wobec tej statystyki Jezus jest naprawdę największym „bankrutem”. W dwa tysiące lat po Jego przyjściu Kościół zupełnie nie spełnił swego zadania. Byłoby to prawdą, gdyby rzeczywiście Kościół był dla zbawienia wszystkich.
Bóg niczego nie ma w nienawiści z tego, co stworzył. Wszystko jednakowo kocha. U Niego nie ma względu na osobę (por. Łk 20,21). Kocha wszystko, każdego szuka i wszystkich pragnie nawrócić. Co więcej, nie wszyscy należący do Kościoła mogą mieć pewność zbawienia. Nikt nie ma z góry zapewnionego nieba. Św. Augustyn powiedział: „Bóg ma wśród pogan bardzo wielu utajonych wyznawców, a wśród chrześcijan wielu ukrytych pogan”. W świetle tego zdania nie można twierdzić, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Jest zbawienie dla tego, kto w sposób niezawiniony znalazł się poza Kościołem. Na szczęście celem Kościoła nie jest włączenie całego świata w jego instytucjonalne ramy. O misji Kościoła mówi sam Jezus: „Wy jesteście solą dla ziemi… Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,13–14). Stąd płynie zupełnie inne spojrzenie. Załóżmy, że mały liczebnie Kościół będzie bardzo mocnym światłem, rozproszy wtedy mrok w ogromnym zasięgu. A w garnku rozmaitych potraw wystarczy mała ilość soli, by utrzymać ich smak. To jest misja Kościoła, który ma być światłem i solą…
Bóg wiedział, że cała ludzkość jest w wielkiej ciemności i postawił gdzieś wysoko mocne światło, które jak latarnia morska ma ukazywać drogę. Taką funkcję ma spełniać Kościół wobec świata. Kościół jest w służbie świata. Bycie chrześcijaninem nie oznacza przywileju, lecz powierzoną przez Boga bardzo odpowiedzialną służbę wobec pogrążonego w mroku dezorientacji świata dawanie orientacji, prawdziwych wartości, sensu i celu życia. Świat ustanawia sobie prawa uznające za wartość to, co nią nie jest; dlatego w nim nie ma miejsca dla słabych. Świat, odszedłszy od Boga, stracił orientację.
Kościół jest także solą. Cały świat przez grzechy jakby utracił smak, sens swego istnienia. Bez soli nie dadzą się jeść potrawy. Wystarczy jej odrobina, by wszystkiemu przywrócić smak. Sól nie może być sama dla siebie. Ma się rozpuścić. Inaczej jej smak nie przejdzie w to, co ma być posolone. To jest misja Kościoła.
Bóg powiedział, że do końca świata będzie taka sytuacja, że część ludzkości będzie pogrążona w mroku, a dla niej będzie wystawiony maszt ze światła. Bóg powiedział, że w rozmaite rzeczy musi pójść sól i właśnie misję soli powierzył chrześcijanom, by nie zepsuło się wszystko. I dlatego ważne jest, żeby światłość była naprawdę światłem, a sól solą; żeby w świecie nie było pół— czy ćwierćchrześcijan, lecz by w swoim środowisku byli rzeczywiście jak światło i sól, żeby byli uczniami Jezusa, w których jest to samo życie i treść, co w Panu. ………pozdrawiam Was janusz franus
Myślę, że popełaniasz gruby błąd doktrynalny. W przytoczonym przez Ciebie fragmencie chodzi raczej o to, że kto odkrył swoje powołanie dla tego krzyż jest cenny (najcenniszy), a kto jeszcze tego nie odkrył, ten pokłada nadzieje w innych sprawach (rzeczach, mądrościach) – patrz np. wers 26. Fragment ten nie dotyczy zaś tego, że Bóg wybrał tylko niektórych…
Drodzy Czytelnicy, faktycznie Biblia mówi, że krzyż jest cenny tylko dla tych, których Bóg powołał do zbawienia. Oto dowód:
1 Koryntian 1:18-31
18. „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.
19. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.
20. Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?
21. Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących.
22. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości,
23. my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan,
24. dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.
25. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
26. Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych.
27. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć;
28. i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić,
29. tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.
30. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem,
31. aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi”.
(BT)
Zgodnie z wersetem 24 Chrystus jest mocą i mądrością Bożą tylko dla tych, którzy są powołani. Natomiast według wersetu 18 nauka o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy idą na zatracenie, czyli na wieczne potępienie. Wersety 27 i 28 wskazują jednoznacznie, że wierzący zostali wybrani lub wyróżnieni przez Boga, choć niczym szczególnym się nie odznaczali.
Amen!!!
„…dla tych, których Bóg powołał do zbawienia…” – czyli Bóg nie wszystkich powołał do zbawienia? Czy to aby zgodne z Pismem, choćby z:
1 Tm, 2, 3 – 4 Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.
jak sobie radzicie z relacją Mateusza o dwóch złoczyńcach: że obaj mu złorzeczyli? jest nie tylko inna, ale wydaje się być sprzeczna z relacją Łukasza.