Dawid modlił się: Kiedy Cię wzywam, odpowiedz mi, Boże, co sprawiedliwość mi wymierzasz. Tyś mnie wydźwignął z utrapienia – zmiłuj się nade mną i wysłuchaj moją modlitwę!
- Psalmów 4:2
Bóg jest Bogiem przebaczenia, łaski i nadziei. Już tłumaczę dlaczego. Choć Dawid szczerze szukał Boga, w pewnej chwili zupełnie się pogubił. Aby spełnić swoje pragnienia, uśmiercił (za pomocą innych) męża kobiety, którą pożądał, po czym nie wahał się sięgnąć po zakazany owoc.
I oto ten sam człowiek modli się do Boga błagając o przebaczenie (patrz Psalm 51), a co dziwniejsze Bóg odpowiada na jego modlitwy! Bóg przebaczył Dawidowi, aczkolwiek ten musiał od tego czasu zmagać się z konsekwencjami swojego postępowania. Jednak sam fakt, że Bóg przyjął Dawida i wybaczył Mu w swej łaskawości, jest dla każdego z nas źródłem nadziei. Nie igraj z Bogiem (Dawid boleśnie odczuł skutki swojego grzechu), ale jeśli zastanawiasz się, czy Bóg przyjmie Cię z uwagi na Twoją przeszłość, nie trać czasu – zrób to, co Dawid: „Tyś mnie wydźwignął z utrapienia – zmiłuj się nade mną i wysłuchaj moją modlitwę!”
Do refleksji:
- Jeśli Bóg „wydźwignął Cię z utrapienia”, to podziel się z innymi swoim świadectwem.
- Jeśli sam masz problemy, napisz o tym. Będziemy się o Ciebie modlić.


Proszę o modlitwę za moją rodzinę. Problemy finansowe z którymi się borykam, niszczą mnie i sprawiają brak wiary i nadziei na lepszą przyszłość, przez co odbierają chęć do wszystkiego. Proszę o modlitwę aby i dla mnie zapaliło się światełko nadziei
super Paula i tak trzymać! , Bóg dla Cie bardzo łaskawy, pewnie dla wszystkich, tylko INACZEJ:)
Witam,
Pragnę podzielić się świadectwem jak Pan „wydźwignął mnie z utrapienia.”
Jakieś 2 lata temu- może troszkę więcej- miałam ciężką dla mnie sytuację, która była dla mnie nie do zniesienia przez co popadłam w depresje. Od czasów gimnazjum byłam ciężkim dzieckiem i było ze mną troszke problemów. Na studiach zaczełam imprezować, paliłam papierosy od liceum, zaczęłam wiecej pić, przesiadywałam w barach nawet całymi dniami. Miałm też styczność z marihuaną. Moj stan depresyjyn spowodował że jeszcze bardziej sie zatraciłam w tych wszystkich użtywkach, które były moimi większymi-mniejszymi nałogami. Do tego doszły koszmarne relacje z rodziną, nie rozmawiałam z nim prawie w ogóle, z sisotra mialam starcie ktore trwalo dwa lata, od kościoła się oddaliłam, moja wiara była uśpiona i nie była dla mnie niczym ważnym. Wręcz drażniło mnie to co wiązało sie z religjią, wiarą, kościołem. Nadszedł taki moment gdzie miałam juz tego dość, gdyż nie czułam poprawy a jedynie przez zażywanie środków odurzających stan sie pogarszał. Zaczęłam chodzic do psychologa, rozmawiaalm ze znajomymi,, jednak to mi nie pomogło zbytnio. W końcu kiedy byłam już tym wszystkim totalnie zmęczona i chciałam zeby to sie zmieniło, żeby było normalnie.. upadłam na kolana i zaczełam wyrzucać to co we mnie jest Bogu. Trafiłam na seminarium uzdrowienia wewnetrznego gdzie wprost powidziałam Bogu że oczekuje aby cos z tym zrobił, bo kto inny może mi pomoc jesli nie On.. Wtedy zaczęło sie wszystko układać, moje relacje z rodzina sie poparwiły, pogodziłam się z sisotrą, rzuciłam nałogi od których do dzis jestem wolna i moja relacja z Bogiem nigdy nie była taka, jaka jest teraz. Doświadczyłam wiele łask od Pana, przemienił mnie całkowicie, narodziłam sie na nowo i otrzymałam nowe życie w Duchu Świętym.
Chwała Panu ! < ;)
Nie będę się mądrzyć, bo u mnie dobrych kilka lat temu było podobnie i ja zamiast walczyć modlitwą schowałam się za swoimi ranami. Uważałam, że taka mi sie krzywda dzieje więc wystarcza zamiast modlitwy. A ponieważ mieliśmy w rodzinie tak wiele sytuacji trudnych- wypadki, choroby, komplikacje rozmaite, że lata przeleciały i do tej pory niewiele sie zmienilo. Mąż nadal zajęty wspólnotą, modlitwami z ludzmi, relacjami z obcymi, a w domu jest chlodny i zajęty sobą. Dzieci przez ten czas dorosły i patrza na Niego jak na biednego egoistę, niedojrzałego, ale na szczęście nie wiem jak to sie stalo, kochaja Go. Natomiast ja, zamiast walczyć wtedy kiedy był na to czas spałam i płakałam do poduszki, a teraz to naprawde mi sie nie chce, i nie mam siły na ” nawracanie”. Gdyby nie dzieci to napewno bym od Niego te 10- 15 lat temu odeszła, bo juz wtedy doskonale wiedziałam, że to egoista i egocentryk.
Monia, nie rozumiem czy jestes zła na to, że zwątpiłaś wmęża, czy na Niego, że jest niewierny?
Jedynie co możesz to nadal modlic sie o mądrość i słuchać co Ci Bóg podpowie. Najgorzej to zacząc byc nieufnym i podejrzliwym, bo i Ciebie to wykończy i mąż jeszcze bardziej zacznie uciekac w pracę i znajomych.
witam,
jestem teraz z tych, która nie daje sobie rady z myślami. Pewnego dnia zwątpiłam w wierność męża. Od tamtego czasu nie daje rady. Jestem zła na siebie, że tak się stało i na to pozwoliłam!
Niby zapewnia, że mnie kocha i nie ma nikogo ale Jego zachowanie temu zaprzecza, a może już jestem taka ślepa. Dziś jest na wolontariacie z grupą osób w pracy i jest 18.00, a w ogóle się nie odzywa. Kiedyś tak nie było. Ostatnio przestał modlić się na grupce domowej, bądź robi to sporadycznie ( a ja nigdy nie modliłam się głośno) jak zapytałam co się stało, powiedział, że jest egoistyczny. Boje się o moje małżeństwo, czuje się nie chciana i odrzucona przez męża. Sprawia wrażenia, że jego praca i ludzie są ważniejsi. Modle się do Pana i proszę o mądrość w postępowaniu i uwolnieniu od złych myśli, a są złe (myślę o rozwodzie, jak mnie nie chce, to po co się żenił, po co mam z nim być). Czuje, że coś jest nie tak:(
Proszę o wsparcie modlitewne o wolność umysłu i o przetrwanie naszego małżeństwa, aby nasze małżeństwo było w Panu, szczere ,o jedność w małżeństwie i pokój.